Przetańmy przekarmiać nasze dzieci

Będąc na wakacjach nad morzem mam po raz pierwszy dłuższą chwilę na refleksję jako młoda mama. Rozglądam się wokół, obserwując inne, znacznie bardziej doświadczone kobiety. Szukam inspiracji, podpatruję patenty na wypoczynek z dzieckiem, a co widzę? Motyw przewodni wakacji: jedzenie i coraz lepiej wyglądające dzieci.

Zaczęłam o tym więcej czytać i statystyki są zatrważające. Z raportu Światowej Organizacji Zdrowia wynika, że w ciągu ostatnich 20 lat w Polsce trzykrotnie wzrosła liczba dzieci z nadwagą. Temat niezwykle kontrowersyjny, jak i unikany.

Od razu przypominało mi się moje dzieciństwo i babcia, która zwykła mawiać, że ładna buzia to taka jak łyżeczka, na której ‘kropelka wody się nie ostanie’ i że po obiedzie trzeba się położyć, żeby ‘sadełko się zawiązało’. W pierwszej klasie wyglądałam chyba najładniej ze wszystkich – a i tak nie byłam otyła, tylko pulchna. Jestem pewna, że babcia, która się mną zajmowała, kochała mnie bardzo i w ten sposób chciała pokazać miłość i dbałość o mnie. Dostarczyła mi jednak nie tylko wielu nadprogramowych kalorii i kilogramów, ale też kompleksów, które minęły dopiero wiele lat później.

Miłość jest mylona z dbałością właśnie o to, żeby dziecko było najedzone, nawet jak ono już nie chce jeść. Jest to zapewne częściowo pochodna gorszych czasów wojny czy komunizmu, gdy jedzenia często brakowało. Czasy się jednak zmieniły.

Dlaczego to takie ważne i jak to się niby wiąże z tematem wspierania kobiet, o którym tak często piszę?

Wiąże się bardzo i ma skutki długofalowe – dla dzieci i ich mam.

Kobiety w nowej roli są często zagubione i chcą z całego serca jak najlepiej, podążając za oczekiwaniami społeczeństwa. Wiadomo – dobrze wyglądające dziecko to zadbane dziecko. Wkładają więc cały swój czas i trud w to, żeby odpowiednio pociechę dokarmić. Zabiera to tyle czasu i wysiłku, że nie ma już energii na myślenie o sobie samej, partnerze czy dziecku, o pasjach nie wspominając.

A dzieci? Nie wszystkie z początkowego ‘grubszego’ stanu wyrosną bez radykalnej zmiany diety i aktywności fizycznej. Rówieśnicy są z natury bardzo bezpośredni. Szczerze komentują wszystko co widzą, z nadwagą na czele. W wieku, w którym jesteśmy bardzo podatni na wpływ z zewnątrz może on na nas działać budująco albo destrukcyjnie, a wszyscy wiecie, że nadwaga nie jest chwalona a wyśmiewana.

Widziałam dziewczynkę, która płakała, że już nie chce jeść, a babcia nie dawała za wygraną – jak nie zjesz to nie pójdziesz pływać. Szantaż! (inna sprawa, że po jedzeniu pływać akurat nie powinna). Dziecko na niedożywione nie wyglądało. Wreszcie się podda i będzie jadła więcej, po pierwsze żeby nie wchodzić w konflikt z opiekunami, a po drugie, żeby zaspokoić coraz większy apetyt. Już widzę oczami wyobraźni jej przyszłość. Jeśli jest ambitna, będzie za wszelką cenę walczyła z wagą, pewnie odrzucając swoje ciało – anoreksja lub bulimia są częstymi następstwami. Jej poczucie wartości lega w gruzach – w domu była kochana bezwarunkowo, a świat nie patrzy na nią takim łaskawym okiem. To bardzo trudna sytuacja, bo jak dążyć za marzeniami, gdy patrząc w lustro mamy sobie tak wiele do zarzucenia? Nie wspomnę już o zdrowiu, to temat na zupełnie inną dyskusję.

Media też wyrządzają nam dużą krzywdę, przedstawiając słodycze i przekąski w taki sposób, jakby miały być największą na świecie przyjemnością i spełnieniem, niemalże zastępując uczucia. Mniej odporny widz przejmuje ten przekaz, za chwilę jednak widzi w kolejnej reklamie ponadprzeciętnie szczupłe sylwetki. Można zwariować!

Takie smutki i zagubienie najłatwiej zaleczyć czymś na ząb, trudniej się zmotywować do ćwiczeń, i wchodzimy w błędne koło, które potrafi trwać latami, a niejednokrotnie całe życie. Sama doświadczyłam wielu nieprzyjemnych sytuacji, zanim wróciłam do normy jako nastolatka – i otarłam się o anoreksję.

Karmienie od małego

Druga kwestia to temat, który wielu młodym mamom spędza sen z powiek – karmienie maluszków. Wiadomo, że nie ma nic lepszego niż mleko mamy i powie Wam o tym każdy lekarz i setki blogów, ale te z nas, które nie mogą / nie mają wystarczająco pokarmu powinny się bardziej zrelaksować.

Patrząc zdroworozsądkowo równie ważny jest stan psychiczny i fizyczny mamy, relacje w domu z mężem i pozostałymi dziećmi, i dieta dziecka na przestrzeni lat. Karmienie piersią jest cudowne, ale to jeden z kilku czynników, które warto brać pod uwagę, żeby nie zwariować ani nie dać się sterroryzować. Wystarczy spojrzeć na zwyczaje w innych krajach, gdzie kobiety znacznie wcześniej wracają do pracy i naturalnym jest to, że karmią krócej – np. Francja i Wielka Brytania. Mieszkałam w obydwu i naprawdę podoba mi się zrelaksowane podejście do macierzyństwa, na którym dzieci wcale nie tracą, a kobiety zyskują niezależność do decydowania, co jest dla nich najlepsze, bez presji społecznej.

Moja 6-miesięczna córka jest z tych mniejszych, od małego nie ma apetytu. Na początku się tym przejmowałam, codziennie ją ważyłam i karmiłam na okrągło, a potem zrozumiałam, że ona po prostu jest drobna. Pięknie się rozwija, ciągle w dolnych percentylach skali (co znaczy, że ok 80% dzieci jest od niej cięższych). Ale jak odwraca główkę albo wypycha butelkę to jej nie zmuszam, i już się tym nie przejmuję. Jest to trudne, bo każda z nas chce dla swojego dziecka jak najlepiej!

Apeluję do Was, drogie mamy i babcie – choć też drodzy ojcowie i dziadkowie – miejcie zdrowy rozsądek. Dziecko znacznie bardziej niż pełnego żołądka potrzebuje Waszej pełnej uwagi i zainteresowania, i od małego daje znać, kiedy zjadło już wystarczająco. Rozejrzyjcie się sami i zobaczcie, jaki obraz dzieciństwa coraz więcej rodzin serwuje swoim ukochanym pociechom.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *